Alpakoterapia #1: Peru, Austria, Polska

Sierpień 23, 2016

alpaca-984887_1920

W swoim krótkim opisie po lewej stronie napisałam, że wierzę w alpakoterapię. Nie chcę rzucać słów na wiatr, dlatego powstał nowy cykl. Nazywa się Alpakoterapia, bo dobrze brzmi i takie pojęcie już istnieje (druga podobna kategoria jaką znajdziecie na tym blogu to Muraloterapia – to pojęcie wymyśliłam ja, przynajmniej tak mówi Google). Mimo, że w nazwie jest tylko alpaka, znajdziecie tu też inne stworzenia z rodziny wielbłądowatych: lamy, wikunie, wszystkie puchate zwierzątka o długich szyjach, które mają w sobie coś takiego przyciągającego. Podobno leczą smutki, stresy, a nawet choroby. Co prawda żadna alpaka nie rozwiązała mi jeszcze żadnego problemu, ale autentycznie jakoś milej się robi jak obejrzy się galerię, a już tym bardziej poprzebywa w ich towarzystwie. Myślałam, że ta dziwna fascynacja dotyczy tylko mnie i Marty J.  – wysyłamy sobie nawzajem lamy z internetu od bardzo dawna. Dowód z dzisiaj w poniższym poście, oczywiście otagowałyśmy siebie nawzajem bez zastanowienia.

Odkąd w mojej głowie zaczęły się przewijać myśli o wyjeździe do Chile, lamy nie odstępują mnie na krok. Na pożegnaniu w pracy dostałam piniatę w kształcie lamy, a przygotowane przez Anię F. logo Chwile w Chile możecie zobaczyć tu. Ponieważ alpaki i wikunie są z tej samej rodziny, je też pokochałam od razu. Przeglądając podróżniczą część internetu, okazało się, że co chwilę natykam się na kogoś kto tę fascynację podziela. Jako, że dbam o dobre samopoczucie moich czytelników, serwuję pierwszą porcję lam i alpak znalezionych w sieci (klikajcie w czerwone słowa, pod nimi też się kryją).

Mówisz lama, widzisz Peru. Oczywiste skojarzenie. To tam są te, bez których widok na Machu Picchu nie byłby tym samym czym jest teraz, z nimi. Spotkałam kilka lam, alpak i wikuni w Chile. Niestety nie w ich naturalnych warunkach. Jedne były w zoo, co było jeszcze do przeżycia, bo miały sporo przestrzeni, jedzenia i wyglądały na wyluzowane. Bardziej przykry widok to ten na przebrane, pozujące do zdjęć przy głównych skupiskach ludzi. Niby nie dzieje im się krzywda, są karmione i zapewne przyzwyczajone do tłumów, ale za każdym razem serce pękało mi na pół i żałowałam ich, że nie mogą biegać po andyjskich pastwiskach. W Peru jest to samo. Biedne atrakcje turystyczne. Wikunię spotkałam też w Muzeum Historii Naturalnej w Santiago (vicuña? nope, just Chuck Testa).

A Machu Picchu local #machupicchu #llama #whynollamaemoji #peru #andes #southamerica #wildanimals

A photo posted by Deano ?? (@d_wint) on

Day15 Machu Picchu #perù #ruins #finally #machupicchu #huaynapicchu #huchuypicchu #bestdayever #landscape #lama #love #travelperu

A photo posted by Alessandro Zucchelli ?? (@zuck.ale) on

Ostatnio z blogosfery podróżniczej dotarło do mnie sporo treści o wyprawie National Geographic do Austrii. Zgadnijcie gdzie między innymi zawitali uczestnicy? Tak, do hodowli alpak. Alpaki w Alpach! A dokładnie na farmie w Weyregg obok jeziora Attersee. Oprócz filmu poniżej, polecam obejrzeć też przepiękne zdjęcia Pauliny z bloga Obrazki Blondynki. Mnie tą wyprawą kupili, wpisałam road trip po Austrii na listę (nie tylko ze względu na alpaki). Historię tej farmy i jej właściciela możecie przeczytać w artykule: Rzuć wszystko i hoduj alpaki. Jak pewien Austriak. 

Ale wiecie co? Nie trzeba od razu jechać do Peru czy Austrii. W Polsce też możemy pooglądać alpaki. Zaczęło się niewinnie od reklamy na facebooku zachęcającej mnie do hodowania alpak. Oczywiście kliknęłam. I tak dowiedziałam się o Alpakoterapii we Wschowej, a idąc dalej o Alpakolandzie w Klotyldzinie koło Margonina (naprawdę jest takie miejsce), a gdzieś czytałam, ze koło Częstochowy też są. I może jest ich w ogóle cała masa, a ja żyję w nieświadomości. Już mam otwartą listę tych miejsc i zamierzam je konsekwentnie odwiedzać. Może to nie będzie taki efekt jak w Peru, ale fajnie wiedzieć, że jak chcę sobie popatrzeć na te cuda, to są w zasięgu wycieczki samochodowej, a nie kilkunastu godzin samolotem.




W pierwszym odcinku więcej pogadałam niż pokazałam alpaki, ale musiałam wyjaśnić skąd taki cykl na blogu. Od następnego razu będą już na Was głównie patrzeć tylko te słodkie mordki.

P.S. Jeśli ten cykl wydaje się komuś dość głupkowaty, to wybaczcie, ale musiałam gdzieś znaleźć miejsce dla tego typu treści. Gdzie to robić jak nie na blogu ze słowem „fun” w nazwie. Poza tym tak jak pisałam, dbam o Wasze dobre samopoczucie, a alpaka jest dobra na wszystko!

alpaca-656765_1920

Poczytaj też inne wpisy

  • ❤ Normalnie miłość tysiąc!
    One są absolutnie cudowne – słodkie, urocze a jednocześnie takie śmiesznoty. Uwielbiam jak się szykują do plucia i wydają z siebie te jęko-dźwięki – jedna z cudowniejszych rzeczy ever.
    Swoją drogą pan z tej farmy w Austrii był kiedyś jakimś ważnym pracownikiem korpo, ale zachorował na depresję, lekarz polecił mu powrót do natury i ten postanowił hodować alpaki. I one przychodziły dosłownie na cmokanie i klaskanie ❤ ja zostałam kupiona przez nie całkowicie

  • Alpaki są najsłodsze i najpiękniejsze! Wystarczy jedno zdjęcie alpaki i człowiek od razu ma uśmiech na twarzy :) super pomysł na cykl, chcę więcej :) pozdrawiam!

    • Ania

      Zgadzam się ze wszystkim :) będzie więcej, zbieram kolejną porcję ;)