Dzień na Gibraltarze

Październik 6, 2015

Czerwiec 2014. Nasze rodzinne wakacje na Costa del Sol zaczęliśmy od wypadu do Wielkiej Brytanii. Na Gibraltar, czyli brytyjskie terytorium zamorskie. To tu Morze Śródziemne łączy się z Oceanem Atlantyckim i tu na tzw. Europe Point przy dobrej widoczności można dojrzeć kawałek Afryki.

Niestety trafiliśmy na chmury i przelotny deszcz, więc Afrykę musieliśmy sobie wyobrazić. Nalegałam, aby pojechać na Gibraltar na własną rękę, ale nasza grupka była spora i zostałam przegłosowana. Wykupiliśmy wycieczkę w naszym hotelu. Przyjechał po nas przewodnik Paweł, przewodnik z powołaniem i sarkastycznym humorem. Dla takich ludzi warto czasem zmienić sposób podróżowania. Tylko też nie często się na takich ludzi trafia.

Pierwszym widokiem przy przejściu granicznym był ogromny parking pełen samochodów. Okazało się, że są to samochody, które próbowały coś nielegalnie przemycić przez granicę, ale się nie udało. Gibraltar jest strefą bezcłową, wiele produktów jest tańszych niż w Hiszpanii, więc przemyt kwitnie. Przez bramki na przejściu przechodzi się na pieszo i często przemytnicy zlewają się z tłumem. I rzeczywiście przyplątał się do nas taki jeden udając naszego trzeciego brata. Udało mu się, bo celnik był bardziej zainteresowany oglądaniem tv niż nami.

Mimo złej pogody naszym oczom ukazuje się Skała Gibraltarska i znane lotnisko, gdzie przez pas startowy przebiega droga, która zamykana jest na około 10 minut podczas każdego startu i lądowania. Strasznie fajne i nietypowe doświadczenie. To 600 m od tego pasa w 1943 roku miała miejsce owiana teoriami spiskowymi katastrofa lotnicza z udziałem gen. Sikorskiego.

Przesiadamy się do małego busa, którym jedziemy w górę skały. Pierwszy przystanek to wspomniany wcześniej Europe Point. Tu powinniśmy zobaczyć Afrykę, ale pozostaje nam meczet Ibrahim-al-Ibrahim, latarnia morska i pomnik ze śmigłem na cześć generała. Piękne miejsce.

DSCN1695

DSCN1696

DSCN1712

DSCN1723

DSCN1734

DSCN1721

DSCN1731

Jedziemy wyżej. Z jednej strony ściana skały, z drugiej coraz większa przepaść. Wchodzimy do jaskini św. Michała, zmieniającej kolory za sprawą świateł, z salą koncertową po środku. Na koncert oczywiście nie trafiliśmy, ale namiastką tego doświadczenia jest wzniosła muzyka z Gladiatora płynąca z głośników. Zawsze przy tym utworze mam łzy w oczach.

collage

Po wyjściu z jaskini jedziemy zobaczyć to na co dzieci czekały najbardziej. No dobra, ja też. Małpy! A dokładnie magoty gibraltarskie, jedyna w Europie populacja wolno żyjących małp i nie da się ukryć – żywy symbol Gibraltaru. Zasadom jak zachowywać się przy małpach przewodnik poświęcił dobre pół godziny. Przede wszystkim nie panikuj! Jeśli magot jest zły lub przestraszony, może podrapać i ugryźć. Małpy żyjące w tzw. Małpiej Kryjówce, czyli te najbardziej znane i skore do kontaktu, nie boją się ludzi i nieustannie szukają jedzenia. Nie mają więc oporów, aby skoczyć na ramiona i przeszukać plecak. Takiej sytuacji byliśmy świadkami. Małpa po kolei wyrzucała rzeczy, po czym jak nic nie znalazła zrzuciła panu okulary z nosa. Małp absolutnie nie wolno dokarmiać. Początkowo kara była nieduża i nie odstraszała bezmyślnych turystów. Teraz może wynieść maksymalnie 4000 funtów i nikt już o karmieniu małp nawet nie myśli.

collage2

DSCN1807

DSCN1837a

DSCN1783

DSCN1812

DSCN1815

DSCN1746

Dzień na Gibraltarze kończymy spacerem po Main Street i bocznych uliczkach z mnóstwem turystów, sklepów, kawiarni i drzew pomarańczowych.

collage3

DSCN1850

DSCN1853

DSCN1876

DSCN1880

DSCN1878

Wychodząc z autobusu na samym początku zdziwił nas gość, który zaczął robić ludziom zdjęcia. Każdemu wysiadającemu. Na koniec okazało się, że przez te parę godzin, gdy łaziliśmy po Gibraltarze, sprytni panowie umieścili nasze twarze na brelokach, magnesach i innych bibelotach i próbowali nam je opchnąć. Co to ma być. A gdzie zgoda na wykorzystanie wizerunku?

To był dobry dzień. Czy polecam odwiedzić Gibraltar? Polecam bardzo. Na dłużej niż jeden dzień.

Poczytaj też inne wpisy