Marzec w Portugalii

Listopad 5, 2018

Jestem zdecydowaną fanką długich letnich dni, jednak jesień i zima mają jeden plus. Długie zimne wieczory, podczas których bez wyrzutów można siedzieć pod kocem i uczyć się nowych rzeczy lub po raz n-ty reaktywować bloga. Natchnęło mnie i zajmę się tym drugim.

Zabieram Was do Portugalii.

Po moim podjęciu decyzji o porzuceniu stałej pracy, marzyło nam się uciec po zimie na ciepłą wyspę. Wybraliśmy jednak Portugalię, bo była wysoko na naszej liście i mieszkanie przez miesiąc w Lizbonie wydało nam się wtedy dużo bardziej interesujące. Ostatecznie spędziliśmy trzy tygodnie w Lizbonie i tydzień w  Porto. Od rana pracowaliśmy zdalnie, a popołudniami i w weekendy odkrywaliśmy nowe dla nas miejsca.

Trafiliśmy na nietypowy pod względem pogody czas. Jesienna aura w marcu zaskoczyła nawet Portugalczyków. „W zeszłym roku o tej porze pływaliśmy już na deskach i opalaliśmy się na plaży” – powiedział nam chłopak w jednym z coworkingów, a po nim jeszcze kilka osób powtarzało nam podobnie brzmiące zdania. Niech nie zmyli Was te parę zdjęć, słońce zaświeciło na kilka ostatnich dni, tuż przed naszym powrotem. Marzliśmy i mokliśmy, ale nie zniechęciło nas to do wyciśnięcia z tego wyjazdu jak najwięcej. Było intensywnie. Absolutne przeciwieństwo slow travel. Okazało się, że nawet te cztery tygodnie na Portugalię (w takim trybie zwiedzania) to mało. Nie starczyło nam czasu na odwiedzenie południa, więc radar na tanie bilety do Faro mamy wciąż włączony.

Dołączyliśmy do dużego grona osób zachwyconych Portugalią i chętnie wrócilibyśmy tam pewnego dnia na dłużej.

Tyle słowem wstępu. Przez najbliższe tygodnie podzielę się serią portugalskich wspomnień i momentów, które warto uchwycić.

Trzymajcie się ciepło tej jesieni i zimy!

Poczytaj też inne wpisy