Cztery miesiące w Nashville. Wspomnienia i subiektywny mini przewodnik.

Sierpień 5, 2016

Nashville. Music city. Nie oszukujmy się, jeśli ktoś kojarzy to miasto to z powodu country. Mój tata skojarzył od razu, bo z Nashville przyjeżdżały gwiazdy wieczoru na festiwal country do Mrągowa. Ja nawet byłam na jednym jako dziecko, ale Nashville nie pamiętam. Kojarzyło mi się z nazwą serialu i to tu Dave Grohl z ekipą nakręcili trzeci odcinek Sonic Highways. 


Nashville. Drinking city with music problem.

Tak miasto określił jeden z przewodników w Country Music Hall of Fame. Zapadło mi w pamięć, bo przewrotnie w pięciu słowach oddaje klimat. Połączenie muzyki z alkoholem to coś, co to miasto mocno charakteryzuje. Szczególnie widać to na głównej ulicy Broadway o każdej porze dnia i nocy, gdzie muzyka na żywo jest obecna w każdym barze, a muzycy uliczni grają nawet na wiaderkach. Widać to też po ilości barów, gdzie odbywają się tak zwane “writers nights”, gdzie początkujący muzycy mogą pokazać swoje umiejętności przed kameralną publicznością. Wśród niej czasami znajdują się osoby mogące pomóc tym bardziej utalentowanym w rozpoczęciu kariery. Codziennie do Nashville przybywają osoby z gitarą na plecach, licząc na to, że tu wystartują. Jest też miejscem urodzenia wielku popularnych muzyków i to tu przyjeżdża się, aby nagrać płytę w jednym ze znanych studiów i wydać ją z jedną z wytwórni przy Music Row.

Nazwałam Nashville miastem ksywek, bo ma ich ponadprzeciętnie dużo. Poza oczywistym i wspomnianym muzycznym miastem i stolicą country jest też stolicą kurczaka (“The Hot Chicken Capital”). Nie wiem czy to tutaj ktoś jako pierwszy wpadł na pomysł, że kurczaka można dobrze zamarynować, usmażyć i zjeść, w każdym razie odbywa się tu raz do roku kurczakowy festiwal i na co dzień serwują go niemal w każdej restauracji jako lokalna specjalność. Trzecia ksywa to Ateny Południa (“Athens of the South”). Po pierwsze dlatego, że znajduje się tu ogromna liczba szkół i uniwersytetów, z których dwa najsłynniejsze to Vanderbilt i Belmont. Po drugie z powodu starożytnej wystawy, po której pozostała replika 1:1 greckiego Partenonu ze złotym posągiem Ateny wewnątrz. Poza ogromną liczbą szkół, Nashville znane jest również z ponad siedmiuset kościołów, chrześcijańskich organizacji, wydawnictw i firm muzycznych. Rzeczywiście są skrzyżowania, gdzie kościół stoi na każdym z czterech rogów – stąd kolejna ksywka Watykan Protestantów (“The Protestant Vatican”). Jest tu też największa w USA społeczność Kurdów, stąd Nashvillle to “Little Kurdistan”. Wikipedia podpowiada też dwie inne ksywy: Cashville od nazwy albumu lokalnego rapera i Nash Vegas – hazardu na pierwszy rzut oka nie widać, więc może to te kolorowe neony na Broadwayu?!

Zapraszam na spacer po Nashville, na mini przewodnik przeplatany naszymi wspomnieniami z czterech miesięcy w stolicy country.

BROADWAY I OKOLICE

Czyli tak zwane Downtown, centrum Nashville, jego najbardziej turystyczna i reprezentatywna część. Broadway i jego słynne bary z muzyką na żywo, stara zabudowa z czerwonej cegły na zmianę ze szklanymi wieżowcami, w tym słynny Batman. Sklepy muzyczne, sklepy z pamiątkami, sklepy z kowbojkami, plastikowe figury Elvisa i pozytywni ludzie, którym entuzjazm i dobra zabawa udzielają się od pierwszych kroków i pierwszych dźwięków.  

skyline nashville

honky tonk

broadway street

nashville wall

nashvile street

broadway cowboy

Dotarliśmy do Nashville pod koniec stycznia. Po 24 godzinach spędzonych w samolotach i na lotniskach odnaleźliśmy nasz mały domek z AirBnb. Zostawiliśmy nasze ogromne walizki, zamieniliśmy kilka słów z niesamowitymi gospodarzami, o których wspominałam tutaj. Słońce wysoko, grzało jak wiosną. Zrzuciliśmy z siebie zimowe kurtki i pieszo! podreptaliśmy w stronę dobrze widocznego na horyzoncie Batmana. Przeszliśmy przez wysoką kładkę nad szeroką rzeką Cumberland, z której widać było wielki stadion futbolu amerykańskiego, domu The Titans, wielbionej lokalnej drużyny. Czekając na światłach zza rogu wyłonił się kilkunastoosobowy pojazd o nazwie Pedal Tavern. Uczestnicy tej atrakcji pedałując, piją, krzyczą i śpiewają. Jest godzina 14.00, a Broadway wypełniają tłumy głośnych ludzi, z barów wydobywa się muzyka tworząc wielki chaos. Ludzie bawią się też na dachach budynków z czerwonej cegły.

Minęliśmy dwóch plastikowych Elvisów i trafiliśmy do, jak się okazało, jednej z najsłynniejszych lokalnych knajp, Jack’s Bar-B-Que. Ken z AirBnB nie polecał, bo zbyt turystycznie, tak jak zresztą cały Broadway. Postanowiliśmy, że dziś tak właśnie będzie. Przez cztery miesiące będziemy mieli jeszcze okazję spróbować pożyć jak Nashvillianie. Po zjedzeniu pierwszego i na pewno nie ostatniego zestawu pulled pork + baked bean, wybraliśmy się na spacer po bocznych uliczkach. Później już każda wizyta na Broadwayu była taka sama. W atmosferze hucznej, ulicznej imprezy. Prawie o każdej porze dnia i nocy. Tylko o 10 rano, gdy ostatniego dnia wybrałam się po pocztówki, w powietrzu czuć było kaca i zmęczenie. O 11 wszystko wróciło do normy.

nashville broadway

DSCN7991

Co zobaczyć w okolicy? Po jednej stronie Broadwayu jest bardzo muzycznie (niespodzianka). Punkt obowiązkowy to Country Music Hall of Fame and Museum i najstarsza drukarnia plakatów Hatch Show Print. Bilety wstępu $25 i $15. Nie umiem stwierdzić czy są warte swojej ceny. Dostaliśmy je w prezencie i było to nasze pierwsze wyjście integracyjne, więc nam się podobało. Szczególnie drukarnia, gdzie podglądasz ręczne drukowanie plakatów na zabytkowych maszynach, słuchasz opowieści jak drukowane były plakaty na koncert Elvisa czy kampanie prezydenckie, a na koniec sam sobie drukujesz plakat z zarysem Nashville. Jeśli nie tour, to chociaż odwiedźcie sklep. Muzeum country robi wrażenie, ale raczej jest tam wszystko to, czego się spodziewasz: ściany ze złotymi płytami, stare studia nagrań, gitary i kiczowate stroje gwiazd country, cadilaci Presleya, wystawy o najpopularniejszych muzykach, w tym o Cashu i Dylanie, a jedno piętro jest dość interaktywne i możesz spróbować sam nagrać piosenkę. Słabo nam to wychodziło. Zaraz po wyjściu z budynku o fasadzie na kształt klawiatury pianina (dopatrzyłam się tego dopiero na pocztówce) jest mały deptak zwany Walk of Fame, a tam gwiazdy największych gwiazd. Jest również wielkie Music Center, Bidgestone Arena, miejsce największych koncertów i meczy hokeja chyba najważniejszej w Nashville drużyny The Predators i zabytkowy budynek filharmonii. A jeśli szczególnie lubisz Johnny’ego Casha to jest i całe muzeum poświęcone tylko jemu.

country music hall of fame and museum

johnny cash

records

Druga strona Broadwayu to uliczki pełne sklepów, restauracji i sztuki. Sztuki nowoczesnej w kilku galeriach przy 5th Avenue, ale też od niedawna tej ulicznej, o czym mogliście poczytać tutaj (street artowym zapaleńcom polecam stronę Nashville Walls Project). Idąc sobie w górę między budynkami dojdziemy do Tennessee State Capitol, a za nim do Parku Bicentennial, gdzie na murach opisana jest historia Tennessee, takie szczegółowe uzupełnienie informacji z Wikipedii. Po jednej stronie parku warto odwiedzić Farmers Market, a po drugiej First Tennessee Park, czyli mały stadion baseballa, dom lokalnej drużyny Nashville Sounds, z ekranem w kształcie wielkiej gitary. Kawa po takim spacerze? Proszę bardzo, za parkiem jest German Town, bardzo przyjemna okolica z kawiarniami.

capitol

collage capitol

JEDZ, PIJ I BAW SIĘ

Z mojego doświadczenia wynika, że gdy zapytasz mieszkańca Nashville, o to jak można tu spędzić wolny czas, poleci bar, restaurację lub całą ulicę knajp. Życie amerykanów, bez wątpienia, mocno skupia się wokół jedzenia i picia. Nie ważne czy umawiasz się ze znajomym czy na spotkanie biznesowe, pierwsze pytanie to gdzie i co zjemy. Po co też gotować w domu, skoro w weekend można zapakować całą rodzinę do samochodu i zjeść brunch, lunch i dinner na mieście. Stąd też duże zapotrzebowanie na ulice pełne knajp i foodtruckowych festiwali. Zjawisko doskonale Wam znane z większych polskich miast. Festiwal odwiedziliśmy jeden, duży, w Parku Centennial z Partenonem, z okazji Dnia Ziemi. Jak miło było wtedy leżeć w słońcu na trawie z widokiem na starożytną budowlę, z alternatywną muzyką na żywo w wykonaniu młodych artystów w tle, objadając się zawartością Awesome Cup. Ale są też stałe i stale odwiedzane punkty na mapie Nashville, gdzie możesz się najeść do woli w gronie rodziny i znajomych. Zapełniają się ludźmi już od pierwszych wiosennych promieni słonecznych. Zwiedziliśmy je dokładnie, niektóre po kilka razy, przy okazji naszych “międzynarodowych lunchy” organizowanych w każdą sobotę. Pozwólcie więc, że przez chwilę poudaję blogera kulinarnego i polecę kilka fajniejszych miejsc (fragment tylko dla tych co w Nashville będą takich szukać, reszta może iść dalej).

12th Avenue South. Ta ulica jest tak ładna, że nie chce się z niej wychodzić. Troszkę sztuki ulicznej. Sklepy vintage, co jeden to ładniejszy. Kawiarnie, bary i restauracje, co jeden to z lepszym pomysłem na menu i wystrój. A po środku jeszcze sklep ogrodniczy. Co polecam? Na wypasionego burgera z panierowanymi frytkami, którym najesz się na cały dzień – Burger Up. Na typowe południowe meet and three, czyli kurczak/wieprzowina plus trzy dodatki, najczęściej sałatka z ziemniaków, coleslaw, pieczona fasolka, frytki – Edley’s Bar-B-Que. Na tak słodką babeczkę, że nie dasz rady na raz – Sprinkles. Na lody – Jani’s. Na piwo i drinki – Flipside. Polecano nam też pizzę z Mafiaoza’s, ale nie zdążylśmy sprawdzić.

collage 12th i believe mural

collage 12th

Belcourt Avenue . W tej okolicy obejrzyjcie sobie dwa największe uniwersytety Vanderbilt i Belmont, a potem skoczcie na Belcourt Avenue: do McDougal’s na kurczaka i do Belcourt Taps na piwo i panierowane przekąski. W pobliżu jest też całkiem fajna księgarnia BookManBookWoman. (mole książkowe powinni odwiedzić też Parnassus Books przy Hillsboro Pike).

Five Points. Jest takie skrzyżowanie, od którego odchodzi pięć ulic pełnych restauracji, barów i sklepów. Trochę też się tu maluje po murach, ale bez szału. Tu polecę tylko Mad Donna’s na burgera i wrapy, resztę oglądałam sobie tylko z zewnątrz. 

Eastland Avenue. Na prawdziwą meksykańską wyżerkę do Rosepepper i na lody do Jani’s. Kalorie po Five Points i Eastland spalamy w Shelby Park.

Music Row. To tu są oddziały największych muzycznych firm ukryte z zdobionych willach, ale są też restauracje i bary z parkietami do tańczenia. Pyszne, ostre, małe burgery zwane sliderami zjecie w The Slider House. A najlepsza pizza w mieście, włoski wystrój i zapach koziego sera w powietrzu jest w DeSano Pizza Bakery. Stąd już rzut beretem jest do Partenonu i do kolejnego kultowego miejsca z muzyką, Exit/In na Church Street.

Loveless CafeMiejsce pośrodku niczego, ale warto tu zajrzeć dla południowego folku. Obrusy w kratę, koguty na ścianach, przemiły kelner, który opowiada ze szczegółami o tym co serwuje, a na talerzach tradycyjne potrawy, niespecjalnie wyjątkowe, ale dobre.

PARKI, LASY, OGRODY

Choć nie były nam tak chętnie polecane jak knajpy, zainteresowały nas zielone obszary na mapie i raz w tygodniu staraliśmy się je odwiedzać, żeby spalić trochę przyjęte zbyt duże ilości kalorii. Może dzięki tym zielonym obszarom właśnie, wróciliśmy w tych samych rozmiarach co wyjechaliśmy.

Najczęściej odwiedzanym był parko-las Edwin Warner i Percy Warner Park, gdyż był najbliżej Bellevue, dzielnicy w której mieszkaliśmy. Cała zachodnia część Nashville to pasmo zielonych wzgórz na skałach, parków, lasów i pół golfowych. Obserwowanie jak natura budzi się tu po zimie jest pięknym spektaklem. Zaraz obok wspomnianych parków znajduje się Cheekwood. Ogromny tulipanowy ogród z przepiękną posiadłością, w której kiedyś mieszkała rodzina Cheek, a teraz znajduje się galeria sztuki. Jeśli brać ślub to tu. Jest niesamowicie zadbany i znajdziemy tu tysiące gatunków pieczołowicie pielęgnowanych roślin, to też jest to jedyny teren zielony, gdzie musimy zapłacić za wstęp ($16). Dobrym do długich spacerów miejscem jest duży las z jeziorem, Radnor Lake, a na mniejsze przechadzki lub leżenie na trawie, idealnie nadają się Centennial Park, Bicentennial Park i Shelby Park. Miejskie parki to jednak i tak nic w porównaniu ze stanowymi czy narodowymi, więc jeśli masz dodatkowy dzień czy dwa w Tennessee, wynajmij samochód i jedź tam. I rozglądaj się, obserwuj dziką przyrodę, wiewiórki, jelenie, szopy, jaszczurki i niedźwiedzie też.

cheekwood nashville

phartenon park 2

parthenon park

SPORT

Wspominałam w trakcie o tych domach drużyn nie bez przyczyny, bo sport tu jest tak ważny jak muzyka i jedzenie. Szczególnie futbol amerykański, hokej i baseball. Soccer, czyli nasza piłka nożna, w ogóle tu nikogo nie kręci, a lokalna drużyna powstaje dopiero w tym roku. Nie załapaliśmy się na sezon futbolu, zatem nie odwiedziliśmy wielkiego Nissan Stadium wewnątrz i nie zobaczyliśmy z bliska The Titans. Dwa pozostałe natomiast odhaczyliśmy. Nie jesteśmy wielkimi fanami sportu, ale przecież takie widowiska warto zobaczyć z czystej ciekawości. Obydwa te mecze, hokeja i baseballu, to jest wielkie czterogodzinne show, gdzie więcej jest atrakcji pobocznych i przerw niż czystej gry. W hokeju zaskoczyło mnie to, że zawodnicy się tam bezkarnie biją, a w baseballu to, że ludzie tam przychodzą raczej na rodzinny piknik, sportowcami i meczem nikt się specjalnie nie przejmuje.

hokej

collage baseball

Bonus 1: w Green Hills, okolicy, w której nic się nie dzieje, znajduje się kultowy bar The Bluebird Cafe, w którym odbywają się wspomniane na początku writers nights. Knajpa na tyle kultowa, że gra tu każdy kto odwiedza Nashville, w tym Steven Tyler czy Dave Grohl. Ten ostatni śpiewa nawet, że they’re singing like a bluebird in the round. To właśnie o tym, bo ci początkujący muzycy śpiewają w kółku. Szkoda tylko, że tak strasznie trudno się tam dostać. Miejsc jest chyba trzydzieści, a kolejka na pięćdziesiąt osób minimum, kto pierwszy ten lepszy. Czasem są rezerwacje, ale nie znalazłam żadnej reguły. Jeśli chcecie zatem odwiedzić legendarnego niebieskiego ptaka, zacznijcie szukać informacji wcześniej i nie łudźcie się, że za pierwszym razem się uda. Nam się nie udało wcale. Drugi taki bar z writers nights to The Listening Room Cafe niedaleko Broadwayu.

Bonus 2: Na wschodnich obrzeżach miasta znajduje się Grand Ole Opry, miejsce koncertów największych gwiazd. Wyjątkowe dlatego, że podobno to tu narodziło się country, a potem rozsławiło na cały świat. Poza tym koncerty nie są takie zwyczajne, bo występuje tu nawet i osiem gwiazd na raz. Wchodzą po czerwonych dywanach, publiczność szaleje. Przyglądaliśmy się temu z boku przy okazji zakupów w sąsiednim Opry Mills. Na co dzień organizowane są tu wycieczki, podczas których zwiedza się backstage.

Jak Wam się podoba muzyczne miasto? Nie wiem czy dobrze oddałam klimat Nashville. Sami sprawdźcie jak traficie przypadkiem do Tennessee i dajcie znać ;)

Poczytaj też inne wpisy

  • Ale klimat! Myślę, że dobrze bym się tam czuła ze względu na muzyczny vibe, nigdy nie myślałam o Nashville jako miejscu docelowym w razie wizyty w USA. Może kiedyś się uda choćby przejazdem :)

    • Ania

      Też nie myślałam i wciąż uważam, ze są lepsze, ale jak się jest w okolicy to jak najbardziej warto ;)